Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Klub Kajakowy Diabliscie-k


Idź do treści

Menu główne:


2011 - KANAŁ ELBLĄSKI

Spływy kajakowe > Spływy lat 2011-2012

Rajd Kajakowy
SOLO KANAŁEM ELBLĄSKIM NOCĄ

W dniu 26 sierpnia 2011 roku o godzinie 18.00 wyruszyłem z Wilamowa do Elbląga z zamiarem dotarcia do Zalewu Wiślanego. Założenie było proste - w 24 godziny dopłynąć do Zalewu Wiślanego i poprzez Wisłę Królewiecką, Nogat i Kanał Jagielloński wrócić do miejsca startu. Do pokonania ok. 130 km. Dużo. Ale zacznijmy od początku ....

Zachód słońca nad jeziorem Piniewo.

Ruszyłem dziarsko z Wilamowa. Kawałek jeziora Ruda Woda i jezioro Sambród przeskoczyłem dość szybko. Zmrok zastał mnie na jeziorze Piniewo. Swoją drogą słońce zaszło bardzo szybko ... zachód był ok. 20.30. Po zachodzie słońca płynąłem dalej wykorzystując resztki światła dziennego. Na godzinę przed Buczyńcem zrobiło się ciemno i włączyłem swoją "czołówkę". Do pochylni w Buczyńcu dotarłem po trzech godzinach - o 21.00. Pochylnie zamykają ok. 17.00 więc nie było na nie co liczyć.

Zastosowałem technikę dopływania do końca wody i trafiania dokładnie pomiędzy liną wózka a szyną. Musiałem manewrować wolno i precyzyjnie. Napłynięcie na schowaną, mocno naoliwioną, grubą linę mogło się skończyć mało przyjemnie ... Po dojechaniu do lądu wysiadałem, a następnie ciągnąłem kajak po trawie w dół - do wody płynącej poniżej. W ten sposób w dwie godziny pokonałem wszystkie 5 pochylni. Nie polecam tego sposobu. Po pierwsze nie jest zbyt bezpieczny. Po drugie miejsce wodowania jest już w bardzo grzązkim, pełnym szlamu i błota terenie. A gnijąca, pełna roślinnych resztek woda nie jest zbyt przyjemna. No i owady, które nagle obudzone tną jak wściekłe !!

Dalsza trasa to już sam kanał. Do Druzna dopłynąłem w godzinę. Potem jezioro Druzno ... Dłużyło się. Oj dłużyło .... Na pokonania jeziora potrzebowałem ok. dwóch godzin. Zaraz za jeziorem po lewej stronie w kępie drzew zrobiłem sobie 30 minutową przerwę. Rozłożyłem karimatę, położyłem się - choć nie na długo. Miejsce jest bardzo sympatyczne, ale insekty w tym miejscu też były czujne i cieły celnie!

Dwie godziny później, ok. 3.00 dopłynąłem do granicy miasta Elbląg (pierwszy most drogowy). O 4.00 po przepłynięciu ok.
47 km byłem na Harcerskiej Bryzie. Tej nocy udało mi się utrzymać średnią prędkość na poziomie 4,7 km/h.

Czujny stróż powitał mnie a następnie wskazał gdzie mogę skorzystać z prysznica i WC. Ogarnąłem się, rozłożyłem przy kajaku karimatę, wlazłem do śpiwora i mocno zmęczony poszedłem spać. Obudziłem się dwie godziny później ok. 6.30. Zrobiłem w głowie kalkulację czasu i stwierdziłem, że Zalew odpada. Nie dam rady ...

O 7.00 ruszyłem w powrotną drogę ....

Zdjęcia poniżej zrobiłem na tle miasta.

Na tle zabudowań Elbląga

Droga powrotna była naprawdę ciężką przeprawą! Słońca ostro przygrzewało od samego rana. Do tego zaczął wiać dość silny wiatr ... jak zwykle z kierunku południowego więc prosto "w pysk"! W tych warunkach sił mi ubywało zbyt szybko. Jeszcze przed kempingiem w Elblągu zrobiłem sobie krótką przerwę na zakupy. Woda, RedBULL, snickers .... i naprzód!

Przed jeziorem Druzno 30 minutowa przerwa w opisanej wcześniej kępie drzew. Cień zrobiłem sobie z podpartego i postawionego na burcie kajaka. Zjadłem, napiłem się, chwilę poleżałem .... czas ruszać.

Zanim dopłynąłem do pierwszej pochylni mało nie wyzionąłem ducha! Najbardziej się bałem odwodnienia i udaru słonecznego. Osłonięty maksymalnie, często robiłem przerwy w namiastce cienia, które dwała na jeziorze kępy wysokich trzcin. Dużo piłem. Pomimo falującego gorąca i uporczywie wiejącego "w pysk" wiatru udało mi się utrzymać dość dobre tempo (porównywalne do dnia poprzedniego). O 13.45 zameldowałem się na pierwszej pochylni Całuny.

Niestety, w mojej opinii pochylnie w ogóle nie są przystosowane do kajakowego ruchu turystycznego. Miejsca do tzw. dobicia, czy wodowania zostały wybrane przypadkowo i całkowicie na chybił trafił. Wysokie opalowane brzegi, wysoka trawa. Tragedia. Poniższe zdjęcia wyraźnie to pokazują! Więcej na ten temat w moim opisie tego szlaku - TUTAJ.

Pokonanie pochylni zajęło mi 3 godziny. O godz. 16.50 dopłynąłem do Buczyńca. Wjechałem na górę ... gdzie usłyszałem od obsługi, że "to chyba jakiś dziedek płynie, bo coś długo mu schodzi pomiędzy pochylniami". Hmm ... Mieli sporo racji ... ciągnąłem resztką sił!

Ok. 17.15 uświadomiłem sobie, że biorąc pod uwagę jeszcze trzy godziny, których potrzebowałem by dopłynąć do Wilamowa nie było już szans zmieścić się w czasie.


Anita (żonka moja kochana) przyjechała po mnie do Buczyńca -
gdzie po przepłynięciu 76 km (ze średnią prędkością 3,8 km/h)
zakończyłęm swoje zmagania z Kanałem Solo Nocą.

Dokładny opis przebytego szlaku znajdziecie TUTAJ.

Czas na wnioski: aby pokonać trasę długości 130 km w 24 godziny trzeba płynąć prawie cały czas i to naprawdę mocno się przykładając.
Gdybym płynął dalej to do końca założonych 24 godzin pokonałbym łącznie trasę ok. 86 km. Biorąc pod uwagę zrobione przeze mnie przerwy - łącznie grubo ponad 4 godziny - to daje nam możliwość przepłynięcia dodatkowych 20 - 25 km. Jeszcze ta godzina dłużej na pochylniach w drodze powrotnej to następne 5 km do przodu. Razem daje to nam ok. 110-115 km. Ciągle brakuje 15-20 km na które potrzeba następnych ok. 3-4 godzin, których już niestety nie ma. Wniosek jest prosty: prędkość musi być na poziomie 5,4 - 5,5 km/h albo jeszcze szybciej jeśli ktoś chciałby robić przerwy. A to już jest coś .... Na razie wymiękłem. Ale do tematu jeszcze wrócimy !


Powrót do treści | Wróć do menu głównego