Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Klub Kajakowy Diabliscie-k


Idź do treści

Menu główne:


2012 - DZIERZGOŃ

Spływy kajakowe > Spływy lat 2011-2012

POZNAJEMY NOWE SZLAKI

SPŁYW - REKONESANS RZEKĄ DZIERZGOŃ


PIERWSZY ETAP REKONESANSU


Pewnego dnia
BOB wyszedł z propozycją mini-spływu na rzece Dzierzgoń. Mieliśmy rozpoznać rzekę i określić jej przydatność do turystyki kajakowej. Rozmowa była prowadzona przez telefon, wiec nie mógł zobaczyć mojej zniesmaczonej miny ....
Po kilkudniowym namyśle, (nie było i tak żadnych innych propozycji) przystałem na ten projekt i rankiem 19 lipca zapakowaliśmy sprzęt na dach BOB-owego peugota i ruszyliśmy w nieznane.

Poniżej przedstawiam relację z naszego rekonesansu bez wdawania się w zbytnie szczegóły, które znajdziecie w szczegółowym opisie (ze zdjęciami) szlaku TUTAJ.

W wyprawie wzięli udział - na rzece JA (PREZES) i ŁAPA, natomiast z auta miał śledzić nasze postępy BOB wspierając nas duchowo i logistycznie wożąc nasz prowiant.

Nie mieliśmy ściśle określonych miejsca startu, postojów ani końca .... Nikt nie wiedział co przyniesie ten dzień. Na początek pojechaliśmy do Myślic ale tam rzeka Dzierzgoń wygląda jak wąski i płytki kanał. Ruszyliśmy do następnego mostu - w Starym Mieście. Po drodze mineliśmy stary i zdewastowany dworek w Pudłowcu.

W Starym Mieście rzeka Dzierzgoń wygladała już całkiem przyzwoicie, więc zdecydowaliśmy, że tu rozpoczniemy. Tu też napotkaliśmy ślady dawnych mieszkańców tych stron - niemców. Zaraz przy rzece znajduje się pomnik (raczej jego resztki) żołnierzy niemieckich, którzy zginęli w pierwszej wojnie światowej. Jak wyglądało to miejsce w 1925 możecie zobaczyć TUTAJ. Poniższe zdjęcia przedstawiają stan obecny ....

Ruszyliśmy koło południa ....

Bardzo szybko zaczęły się kręte kajakarskie "schody" ....

Na popas w Miniętach dotarliśmy po 3 godzinach. Jak się okazało (tak wskazał GPS) przepłyneliśmy zaledwie 5 km ! Ale wierzcie mi - było co robić !

Dalej było już znacznie lepiej. Odcinek od Minięt do Stanówka przeskoczyliśmy dość sprawnie i szybko , ale i rzeka w tym miejscu miała zupełnie inny charakter. Spora szerokość, wartki (momentami wręcz górski) prąd, mała ilość przeszkód sprzyjały szybkiemu pokonywaniu szlaku. Po krótkim popasie za elektrownią w Stanówku pełni pozytywnej energii ruszyliśmy dalej ....

Kolejny odcinek ... to było prawdziwe piekło ! Przeszkody były tak częste ( po 5 na każdych 100 metrach !!! ), rzeka wypłycona i kamienista, że każdy metr kosztował nas mnóstwo pracy! Z wielkim trudem koło godzin wieczornych dotarliśmy do Dzierzgonia, na ulice Żurawią.

Pierwszy etap rekonesansu zakończył się !

Rzeka Dzierzgoń zaraz za elektrownią w Dzierzgoniu.


DRUGI ETAP REKONESANSU


Co prawda pierwotny plan zakładał rozpoznanie tylko początowego odcinka rzeki Dzierzgoń, czyli ten który spłynęliśmy, ale wydało mi się to tylko połowicznym zakończeniem tego projektu. Zostało jeszcze kawał rzeki, którą nikt i nigdy nie płynął !
Tym razem ja wyszedłem z propozycją płynięcia dalej ... Niestety, pech chciał, że ani BOB, ani ŁAPA nie mogli wziąć udziału w przedsięwzięciu. Przez chwilę myślałem, że Szuwar popłynie ze mną ... ale wyszło jak zwykle, czyli, że on nie może, bo ..... ale to już jego sprawa.
Na szczęście Łukasz był dyspozycyjny i zadeklarował się, że zawiezie mnie do Dzierzgonia. Wielce uradowany, 26 lipca zapakowałem kajak na dach "cytryny" i w drogę !

Oczywiście rozpocząłem tam, gdzie zakończyliśmy tydzień wcześniej, czyli w Dzierzgoniu, na ulicy Żurawiej przy fontannie miejskiej.

Pogoda niezbyt dopisała. Był piękny, słoneczny i upalny dzień. Wiedziałem, że szykuje się pływanie typowo żuławską, nizinną rzeczką pomiędzy wałami przeciwpowodziowymi więc walący z nieba żar nie był zbyt korzystny! Ale na pogodę to akurat nie mamy najmniejszego wpływu więc ponarzekałem sobie troche pod nosem i ruszyłem w drogę.

O samej rzece wiedziałem niewiele. Spodziewałem się 0,5 m wysokiego progu w Bągarcie (widziałem go z brzegu) i zarośniętej rzeki przy ujściu do jeziora Druzno.
To co jednak zastałem na szlaku pozytywnie mnie zaskoczyło. Zamiast jednego progu do pokonania było ich aż pięć ! Ostatni, w Bagarcie okazało się, że ma nie 0,5 m (tak wyglądal z brzegu) ale ponad metr ! Jak z niego spływałem wbłem się kajakiem w wodę poniżej po same pachy! Ale jazda !

Poniższa galeria przedstawia napotkane progi i korek ze śmieci napotkane na szlaku. Każdy rządek przedstawia jedną przeszkodę.

Za Bagartem rzeka rozlała się dość szeroko, ale zaczęła sie pojawiać coraz częściej i gęściej roślinność, która skutecznie utrudniała płynięcie. Przepychanie się było naprawdę nużące.
Słońce też było upierdliwe ... Grzało jak wściekłe, a cienia na szlaku "jak na lekarstwo"! Jedyny cień dawały z rzadka spotykane mosty w Starym Dolnie i Nowym Dolnie. Dwa razy wychodziłem na wały licząc na jakieś zarośla lub jakieś samotne drzewo - nic ! Wszędzie jak na patelni !

Cień znalazłem dopiero na samym końcu - w wieży widokowej tzw. "domku ornitologów" przy samym jeziorze Druzno. Tam zrobiłem sobie godzinny popas.

A to jeszcze nie był koniec. Do "domku ornitologów" dotarłem ok. 16.20. Godzine później ruszyłem dalej, w kierunku kanału elbląskiego i pochylni. Wieczorem dotarłem poprzez jezioro Druzno i kanał do pochylni w Całunach, gdzie zostałem na nocleg.

Następnego dnia ruszyłem dalej ... Późnym popołudniem, ok. 16.30 dotarłem do Wilamowa nad jeziorem Ruda Woda. Tutaj czekała na mnie juz Anita, która zabrała mnie do domu.

Wynikiem powyższych dwóch wypraw jest dokładny opis szlaku kajakowego rzeki Dzierzgoń.

Czy warto się tam wybrać?
Myślę, że wiosną, przy wysokich stanach wód może to być dość ciekawe przeżycie.


Powrót do treści | Wróć do menu głównego