Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Klub Kajakowy Diabliscie-k


Idź do treści

Menu główne:


2013 PASŁĘKA

Spływy kajakowe > Spływy lat 2013-2015



Po 7 latach wróciłem na Pasłękę !

Oczywiście nie sam ....
Tym razem towarzyszyli mi
Fretka (na Pasłęce 2-gi raz),
Szuwar (na Pasłęce 3-ci raz)
- a podwózką na start zajął się niezastąpiony
Zyniu.

Opis szczegółowy szlaku Pasłęki znajdziecie TUTAJ.


PS. Na zdjęciu z lewej strony trzymam w ręku historyczną już piersiówkę ....
za 5 dni zostanie ofiarowana w prezencie urodzinowym bardzo miłemu jegomościowi
na Skrwie Północnej.

W dniach 02-04 lipca 2013 roku udaliśmy się na wyprawę na rzekę Pasłękę. Tym razem zaczęliśmy tam, gdzie jeszcze nigdy nie byliśmy - we wsi Wymój, przy jeziorze o tej samej nazwie. Dla dociekliwych śpieszę z wyjaśnieniami - udało mi się uzyskać zgodę Regionalnego Konserwatora Przyrody w Olsztynie ( o procedurze zdobycia pozwolenia czytaj tutaj) na przepłynięcie Pasłeki w granicach rezerwatu "Ostoja bobrów na rzece Pasłęka". Kosztowało to trochę zachodu i pln-ów ... ale opłaciło się ( decyzja do wglądu TUTAJ).
Zaopatrzeni więc w decyzję Konserwatora Przyrody ok. 11 pojawiliśmy się na starcie.

Początek szlaku nie wyglądał zachęcająco. Koryto rzeki było zarośnięte trzciną na całej szerokości ... i dość sporej długości jak się później okazało. Ale nie zrezygnowaliśmy. Po dość spokojnym wodowaniu zaczęliśmy przebijać się przez trzciny. Od samego początku próbowałem robić przy użyciu GPS pomiary, ale urządzenie szybko w gęstej trzcinie zastrajkowało. Na szczęście później wszystko już działało jak trzeba. Z pomiarów wynika, że pierwszego dnia posuwaliśmy się z prędkością 1,25 - 2,5 km/h. Tak niewielką prędkość zawdzięczaliśmy głownie przedzieraniu sie przez trzcinę, wielu płyciznom, trudnym przenoskom na sporych bobrzych tamach - szczególnie na resztkach dwóch starych jazów jak na zdjęciu poniżej. Przy resztkach jazów nie wchodzić do wody !!! Pijawki żrą jak wściekłe (zdjęcie mojej nogi poniżej zostało zrobione prawie tydzień po zdarzeniu) !!

Ok. 16-tej dotarliśmy w pobliże jeziora Sarąg przepłynąwszy jakieś 8 km. Przy moście prowadzącym do wsi Makruty (po prawej) rozbiliśmy szybki biwak. Dzięki temu udało nam się skryć w namiotach zanim uderzyła w nas burza i sporej wielkości kule gradowe. Padało niestety przez całą noc więc programu kulturalnego nie zrealizowaliśmy.

* * *

Dzień drugi rozpoczęliśmy od suszenia namiotów i sprzętu. Na szczęście pogoda dopisała i słońca nie brakowało. ok. 10 ruszyliśmy w dalszą podróż. Wpłynęliśmy na jezioro Sarąg, które przez całą długość 3 km trzeba było pokonać. Na samym końcu jeziora, bardziej po prawej stronie, dzięki wędkarzowi na łódce znaliźliśmy w trzcinie wypływ rzeki. Ok. 11.40 dopłynęliśmy do wsi Śródka, gdzie zrobiliśmy krótki popas, a dzięki miejscowej stacji meteo wiedzieliśmy, że pogoda nie zawiedzie.

Godzinę później mijaliśmy gospodarstwo agroturystyczne przy resztkach starego młyna z uroczym mini progiem i bardzo krótkim bystrzem.
W okolicach wsi Tomaryny nad Pasłęką wyłoniły sie mury (dość dobrze zachowane) starych kolejowych bunkrów.


Płynąc dość szybko (ok.4,2 km/h) posuwaliśmy się do przodu napotykając sporadycznie mało uciążliwe przeszkody czy fragmenty zarośnięte trzciną rzeki. Ok. 17-tej dotarliśmy do jeziora Łęguckiego, by zaraz po prawej stronie dobić do ośrodka szkoleniowego w Łęguckim Młynie. Tu, za niewielką opłatą - 15 zł od namiotu mieliśmy do dyspozycji sporą wiatę, miejsce na ognisko z drzewem, toaletę (porcelana!) i prysznic z ciepłą wodą. Kajakarski Hilton *****. Szczerze POLECAM i do odwiedzenia ZACHĘCAM. Tego dnia przebyliśmy ok. 21 km.

***

Dzień trzeci zaczęliśmy ok. 10-tej. Do przebycia został nam kawałek rzeki pomiędzy jeziorami, połowa jeziora Isąg i znowu fragment rzeki do wsi Pelnik, gdzie zaplanowałem koniec tej wyprawy. Zapowiadało się całkiem lajtowo...
Rzeka jednak nie powiedziała ostatniego słowa. Zaczęło się od razu po przenosce w Łęguckim Młynie.

Krótki odcinek pomiędzy jeziorami Łęguckim a Isąg był ostro usiany przeszkodami z drzew, których pokonanie wymagało niekiedy wysiadanie z kajaka. Po pokonaniu ok 700 metrowego odcinka dotarliśmy do jeziora Isąg. Wejście na jezioro wymaga uwagi bo jest całe zarośnięte trzciną. Po około 2-3 km mineliśmy cypel po prawej a następnie skierowaliśmy się do ujścia przy niewielkim mostku, również całe zarośnięte trzciną.
Po krótkim popasie z kąpielą (dla higieny) w jeziorze zaatakowaliśmy ostatni już odcinek rzeki. Znów pojawiło sie kilka przeszkód, które zmuszały do uważnego manewrowania. Około 14 dotarliśmy do wsi Pelnik, gdzie zakończyliśmy naszą przygodę z Pasłęką przebywszy ok. 38 km. Na mecie pojawiła się moja Anitka, która zabrała nas do domu po krótkiej pożegnalnej sesji zdjęciowej.

Poniżej zrzut ekranowy z urządzenia pomiarowego GPS ze zobrazowaniem fragmentu (drugi dzień) trasy.


Powrót do treści | Wróć do menu głównego